No tak, tym razem miało być inaczej. Ty miałeś być inny, to miało się nie spieprzyć. Ba, to miało się zacząć i nie spieprzyć nim się zacznie... Nie wyszło. I postanowiłam - nie. Nie będę sobie wmawiać, że to moja wina... Bo tak nie jest.
To Ty. Ty mnie zaintrygowałeś sobą. Ty, gdy już się miałam poddać nagle się mną zainteresowałeś, Ty się we mnie wgapiałeś, gadałeś godzinami... Żeby potem co, udać, że tego nie było? Że nie było tych walentynek, wyjazdu, spacerów, zdjęć... Ja nie rozumiem. I po co to. Po co... po to, żebym dowiedziała się, że jesteś taki jak wszyscy. Że jestem dla Ciebie zabawką, zapychaczem czasu?
Przykro mi, że nawet nie masz odwagi powiedzieć mi co jest nie tak, mówisz o tym komuś innemu... Myślałam, że to zostaje między nami.
I to jest ten mój żal, którego nigdy Ci nie powiem. Przecież nie powiem Ci tego wszystkiego, gdy już uda nam się porozmawiać. Bo pewnie i tak nie zrozumiesz... Boli. Miało nie boleć. Boli.
A wiesz? Już widziałam, jak mówię Ci, że wiedziałam, że będziemy razem. Odkąd pierwszy raz Cię zobaczyłam. Mimo, że wtedy był ktoś inny.
I co? Nie powiem Ci tego. Ale... teraz jakoś czuję się silniejsza. Mimo, że zawiedziona. Nie wiem, jak pozbędę się tych wszystkich skojarzeń z Tobą. Tego co się we mnie gromadziło od tych paru m-cy. Nie mam pojęcia, trochę czuję się bezradna... Ale muszę. Chyba zmarnowałam trochę czasu, co? Pewnie będziemy się jeszcze kumplować. Mam nadzieję.
I właśnie... nadzieja. Chciałabym się pozbyć tej, że "może jednak kiedyś". Nie, nie ma...
"Don't let me down..."
"Don't knock it..."
Obijają się piosenki po uszach.
Po co było to wszystko?
A po przerwie... ;)
6 lat temu