niedziela, 16 maja 2010

Fly.

Bo to nie jest tak, że istnieje tylko jeden świat.
Mamy dwa światy, które się przenikają. Jeden, ten, w którym żyjemy. Świat pełen zwykłości, pogoni i stresu. Świat niższych emocji, podporządkowania, szarości.
I jest ten drugi świat. Ten błyszczący, który czas prześwieca przez szarą mgłę rzeczywistości. Świat wyższych emocji.
Czasem potrzeba jakiegoś impulsu, by tego doświadczy, bywa, że nakłada się na siebie kilka niezależnych czynników. Tak bardzo chciałabym to opisać słowami i tak bardzo nie potrafię! I tak bardzo chcę zapisywać to co czuję, nim uleci na zawsze.
Chcę siedzieć z Tobą, trzymać Cię za ręce, zamknąć oczy i słuchać padającego deszczu.
Tak, tego chcę!
To taki moment, gdy człowiek wpada w rezonans. W rezonans ze wszechświatem.
I czuje. Nieważne, że jutro mam maturę i że nie pamiętam czy powinnam napisać "nie ważne" czy "nieważne". Ja po prostu jestem, istnieję, ktoś dał mi ten niesamowity dar życia i odczuwania. Odczuwania wszystkiego co jest wokół, widzenia, widzenia coraz dalej. Czucia pojedyńczych dźwięków, gdzieś wewnątrz klatki piersiowej. Drżenia powietrza w płucach.
Czuję, słyszę, jestem, widzę. Mogę o tym pisać.
Czy jest coś cudowniejszego niż istnienie? Po prostu istnienie. Gdy cały świat gdzieś znika. I nic już nie jest ważne!
Czy to normalne mieć dreszcze na plecach i łzy w oczach słuchając koncertu przez telefon? Czy to normalne tak to czuć?
Czy to normalne, by film, po prostu film, poruszał człowieka tak, że wszystko w nim drga?
Co to jest? Co to za siła? Co pcha mnie, by pisać te słowa takie jakieś patetyczne?
Skąd bierze się to rozedrganie.
Jestem szczęśliwa w tym momencie, doszczętnie szczęśliwa. A to szczęście rozpływa się dreszczem, od czubka głowy po koniuszki palców u rąk i nóg.
Chce móc tworzyć, zostawić coś po sobie. Nie chcę być tylko przechodnim półcieniem, chciałabym być wyraźnym kształtem na tle błękitu nieba. Pragnę żyć, czuć, tworzyć, kochać.
(I tak bardzo chciałabym to teraz wyszeptać. Do ucha.)
Zaraz oszaleję!
Czy to są pierwsze objawy obłędu? Całkiem pozytywnego i rozpierającego niesamowitym uczuciem szczęścia? Jak to jest?
Milion obrazów przed oczami. Nocny Kraków, nocny Sanok, poświata świeczki, zachód słońca w parku, zaparowana szyba.

http://hans52debiec.wrzuta.pl/audio/5oFgL6DbxTC/god_is_an_astronaut_-_all_is_violent_all_is_bright i to, koniecznie.

Odlatuje.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Kraina łagodności.

Nie zawsze możesz mieć co chcesz...
Warto wrócić. Warto na nowo odkrywać magię dziecieństwa. Zobaczyć, że te wszystkie wielkie
góry, stały się nagle małe i płaskie. Poczuć, że wcale nie masz za sobą wielkiej przegranej,
a moc wspomnień.
Udało mi się. Usłyszałam ciszę, przerywaną jedynie śpiewem ptaków. Mogłam usłyszeć siebie.
Czy potrzeba wiele słów? Chyba nie.
Co to jest wolność? To brak ograniczeń. Nie chcę ograniczać się dziką pogonią, bo to nie ja.
Biegnąc w dorosłość gubimy siebie. Zakładamy blokady na swoje "ja", bo wydaje nam się, że
ono ograniczy nam to by dojść dalej i dostać więcej. Ale czy o to chodzi? Co zyskam, gdy
zgubię siebie? W życiu, mogę wygrać jedynie swoja JA. Nic więcej. I nic więcej nie mogę
stracić.
Bo co? Wszystko mam. Bóg dał mi zielone pagórki, powiew wiatru, śpiew ptaków. Ciepłe ramiona
i ciepłe, miękkie usta, które dają mi poczucie bezpieczeństwa.
Na nowo uczę się oddychać. Nucę pod nosem zapomniane piosenki.
Piosenki o wolności.

Znalazłam siebie, w tych górach, w tych drzewach...
I nie chcę gubić więcej.
Trzymamy kciuki, tak?
Spokój, spokój, spokój.
I nic więcej nam nie trzeba.
Oddycham.
Kocham.
Żyję.
Jestem.


Brzęk muchy w pustym dzbanie, co stoi na półce
Smuga w oczach po znikłej za oknem jaskółce
Cień ręki na murawie, a wszystko niczyje
Ledwo się zazieleni, już ufa że żyje

A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża
Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza
A jest go tak niewiele, że mniej niż niebiesko
Nic prócz tła, biały obłok z czerwoną przekreską

Dal świata w ślepiach wróbla spotkanie traw z ciałem
Szmery w studni, ja w lesie, byłeś mgłą - bywałem
Usta twoje w alei, świt pod groblą, w młynie
Słońce w bramie na oścież, zgon pszczół w koniczynie


Chód po ziemi człowieka, co na widnokresie
Malejąc mało zwiewną gęstwę ciała niesie
I w tej gęstwie się modli i gmatwa co chwila
I wyziera z gęstwy w świat i na motyla

niedziela, 7 marca 2010

Keep dreaming.

Kto określa normy? Kto wie, co jest najważniejsze? Gdzie w pogoni za przyszłością, gubimy nasze dziś?
Wyjątkowo w głowie brak kołaczących się wersów piosenek. Możdżer za pomocą swego fortepianu zaprowadza rządy.
Bo są takie wieczory, gdy wiesz, że czas jest zawsze. Gdy czujesz, że możesz wszystko. A cokolwiek stworzysz - będzie to dobre.
To taki spokój. Nie wiem na jak długo, nie wiem czy nie zostanie zaraz zdmuchnięty jak płomień świeczki. Ale jest. Przychodzi sam, jak podmuch mroźnego, zimowego wiatru, pachnący dymem.
Może nie warto walczyć ze sobą, szarpać się i rzucać. Warto walczyć z życiem. Ale ze sobą? Ze sobą można chyba tylko pójść na kompromis. Słuchaj ja - ja uważam, że zrobimy to, reszta jest Twoja. Wskazówki, drogowskazy. Brak znaków nakazu.
Wbrew pozorom, mamy w życiu ogromną dowolność. I potrzeba nam świadomości, że wszystko ma właśnie taką wagę, jaką chcemy przypisać. Bo to życie jest właśnie moje. Te małe i krótkie magiczne chwile są właśnie moje. I nie odbierze mi tego co mam w środku.
Psychika ludzka jest jak bańka mydlana, będąc zarazem jak szyny torów kolejowych. Nigdy nie wiesz. "So see how long I can last." A jednak kołaczą się słowa piosenek...
Bo chcieć to znaczy móc. Tańczyć na śniegu i uśmiechać się do deszczu. Wystawiać twarz do lichych promieni słońca. Pochylać się nad kasztanem, który przeleżał zimę pod śniegiem.
Niech ludzie mówią co chcą, biegną za czym chcą. To nie będzie moja sprawa. Niech śmieją się z czego chcą. Mnie to już nie obchodzi...
Takwłaśnie. Kilka uścisków, kilka snów. Parę marzeń, garstka słów. I cała masa tego, czego nie da się opisać. To jest jak film, który kręcisz w swojej głowie. "Dobre momenty jak fotografie, zbieram w swej głowie jak w starej szafie." Tak.
Zapamiętać, przyrzec sobie, wbić się pazurami. Nie ma sinusoidy. Uśmiech, spokój i brak bólów głowy.
"I choć byś z pistoletem zaszedł mi drogę, powrotów nie będzie."
4/3 uśmiechu.
That's it.