niedziela, 7 marca 2010

Keep dreaming.

Kto określa normy? Kto wie, co jest najważniejsze? Gdzie w pogoni za przyszłością, gubimy nasze dziś?
Wyjątkowo w głowie brak kołaczących się wersów piosenek. Możdżer za pomocą swego fortepianu zaprowadza rządy.
Bo są takie wieczory, gdy wiesz, że czas jest zawsze. Gdy czujesz, że możesz wszystko. A cokolwiek stworzysz - będzie to dobre.
To taki spokój. Nie wiem na jak długo, nie wiem czy nie zostanie zaraz zdmuchnięty jak płomień świeczki. Ale jest. Przychodzi sam, jak podmuch mroźnego, zimowego wiatru, pachnący dymem.
Może nie warto walczyć ze sobą, szarpać się i rzucać. Warto walczyć z życiem. Ale ze sobą? Ze sobą można chyba tylko pójść na kompromis. Słuchaj ja - ja uważam, że zrobimy to, reszta jest Twoja. Wskazówki, drogowskazy. Brak znaków nakazu.
Wbrew pozorom, mamy w życiu ogromną dowolność. I potrzeba nam świadomości, że wszystko ma właśnie taką wagę, jaką chcemy przypisać. Bo to życie jest właśnie moje. Te małe i krótkie magiczne chwile są właśnie moje. I nie odbierze mi tego co mam w środku.
Psychika ludzka jest jak bańka mydlana, będąc zarazem jak szyny torów kolejowych. Nigdy nie wiesz. "So see how long I can last." A jednak kołaczą się słowa piosenek...
Bo chcieć to znaczy móc. Tańczyć na śniegu i uśmiechać się do deszczu. Wystawiać twarz do lichych promieni słońca. Pochylać się nad kasztanem, który przeleżał zimę pod śniegiem.
Niech ludzie mówią co chcą, biegną za czym chcą. To nie będzie moja sprawa. Niech śmieją się z czego chcą. Mnie to już nie obchodzi...
Takwłaśnie. Kilka uścisków, kilka snów. Parę marzeń, garstka słów. I cała masa tego, czego nie da się opisać. To jest jak film, który kręcisz w swojej głowie. "Dobre momenty jak fotografie, zbieram w swej głowie jak w starej szafie." Tak.
Zapamiętać, przyrzec sobie, wbić się pazurami. Nie ma sinusoidy. Uśmiech, spokój i brak bólów głowy.
"I choć byś z pistoletem zaszedł mi drogę, powrotów nie będzie."
4/3 uśmiechu.
That's it.